Każde niepowodzenie przyniosło później coś dobrego, nowe możliwości, które nie pojawiły by się gdyby coś wcześniej nie wyszło.

Każde niepowodzenie przyniosło później coś dobrego, nowe możliwości, które nie pojawiły by się gdyby coś wcześniej nie wyszło.

Joanna Gębal – zajmuje się ilustracją prasową i książkową oraz grafiką użytkową. Ukończyła Wydział Grafiki na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Brała udział w licznych zbiorowych wystawach ilustracji i grafiki, między innymi w Warszawie, Poznaniu, Katowicach, Milwaukee, Kijowie, Rydze. Współpracowała  z  Muzeum Literatury, Muzeum Warszawskiej Pragi, Instytutem Adama Mickiewicza, Papaya Films, markami Medicine, Reserved, magazynami: Newsweek Psychologia, Kukbuk,  Zwykłe Życie, Zwierciadło, Wysokie Obcasy, Coaching Extra, My Company, Gazetą Wyborczą, Boston Globe Magazine, Nature Magazine, itd.

Czy zawsze chciałaś „żyć” ze swojego talentu czy brałaś jednak pod uwagę plan B?

Właściwie to studia artystyczne były moim planem B. Rysowanie towarzyszyło odkąd pamiętam, ale początkowo myślałam, że będzie to tylko hobby. Co do planów zawodowych marzyła mi się medycyna i w tym kierunku szłam w czasie nauki w liceum. Jednak potem plany  powoli się zmieniały: od biotechnologii po architekturę krajobrazu. W końcu doszło do egzaminów na architekturę krajobrazu, gdzie dostałam bardzo niskie noty z rysunku i z przekory postanowiłam przygotować się do egzaminów na Akademię Sztuk Pięknych w kolejnym roku.

Czy Twoi bliscy wspierali Cię w Twoich wyborach czy zachęcali raczej matematykę na Politechnice?

Miałam to szczęście, że moja rodzina nie wartościowała moich planów, każdy z nich traktowali jako równie dobry, dzięki temu nie czułam się kierowana ich preferencjami.

Jak wyglądały początki budowania Twojej marki?

Początki budowania mojej marki przypadają już na sam początek studiów. Od pierwszego roku starałam się szukać zleceń i budować bazę kontaktów. Kiedy trafiłam do Pracowni Ilustracji zdecydowałam, że właśnie z tą dzieciną chcę wiązać swoje plany na przyszłość. W Pracowni nawiązałam też kontakty, dzięki którym zaczęłam współpracować z magazynami. Te pierwsze zlecenia z kolei pozwoliły mi budować swoje portfolio i zapewniać sobie kolejne współprace.

Jaką formę działalności gospodarczej wybrałaś: JDG/ spółka?

Na tą chwilę nie prowadzę działalności, rozliczam się w oparciu o umowę o dzieło, albo o umowę o zlecenie. Myślę o poszerzeniu swoich działań w najbliższym czasie, co będzie się wiązało z rozpoczęciem działaności gospodarczej.

Sukcesy, o których można poczytać na Twojej stronie są naprawdę imponujące. Czy był moment przełomowy, czy wszystko toczyło się „step by step” spokojnym rytem?

Zawsze wydawało mi się, że wszystko toczyło się dosyć powoli, ale wydaje mi się, że miałam duże oczekiwania i bardzo wysoko stawiałam sobie poprzeczkę. Cały czas dążyłam do kolejnych, coraz większych, coraz ciekawszych  projektów, przez co na bieżąco trudno mi było doceniać sukcesy. Z perspektywy czasu widzę, że takich przełomowych momentów było kilka.  Pierwsza wydana książka, pierwsze zagraniczne zlecenia, nagrody branżowe na pewno dodawały rozpędu i przekonania, że związanie swoich planów z ilustracją było dobra decyzją.

Będąc (tak sądzę?) freelancerem napotykasz jakieś przeszkody prawne? Czy miałaś kiedyś chociaż jedną sytuację, która była prawną kłodą pod nogi?

Na początku bardzo trudno było mi się poruszać w świecie umów, licencji, praw autorskich. Na studiach kwestie praktyczne były bardzo spychane na margines. Na tematy prawne poświęcałam bardzo dużo energii i często musiałam prosić o radę znajomych prawników.

Co było dla Ciebie największym zaskoczeniem przy prowadzeniu własnej działalności?

Przy pracy ilustratora zaskoczyło mnie to, że praca kreatywna może wejść w nawyk. Kiedyś wydawało mi się, że jest to głównie kwestia talentu i oczekiwania na wenę, jednak po czasie widzę, że sposoby na kreatywne podejście do tematu można sobie wypracować. Jeśli chodzi o sprawy praktyczne bardzo zaskoczyło mnie też to, że nie sprawdza się dla mnie praca tylko z domu. Moment w którym zdecydowałam się na coworking i ludzie jakich przy tym spotkałam okazali się niesamowitą inspiracją do działania.

Jak oceniasz znajomość społeczeństwa praw autorskich? Spotkałaś się kiedyś z plagiatem albo inną nieprzyjemną sytuacją?

Osobiście nigdy nie spotkałam się z plagiatem, ale wśród znajomych zajmujących się ilustracją często zdarzają się takie przypadki. Promowanie swoich prac w internecie, konieczne do funkcjonowania jako ilustrator, niesie niestety duże ryzyko. Jedna kwestią jest to, że prace mogą być przeniesione 1:1 i wykorzystane w krajach, w których prawa autorskie są inaczej respektowane. Drugą sprawą jest to, że przy zwiększaniu swojej obecności w sieci, w pewien sposób również “upowszechnia się” swój styl. Może on być mniej lub bardziej świadomą inspiracją dla innych twórców i bardzo ciężko postawić granicę gdzie zaczyna się plagiat.

Co dla Ciebie było do tej pory największym zawodowym sukcesem, a co porażką?

Jako największy sukces traktuję pierwsze wydane książki, marzenie ilustrowania książek jest ze mną chyba najdłużej. Mimo, że nie jest to duża część mojej pracy, każda kolejna książka bardzo mnie cieszy. Dużym sukcesem były też pierwsze zlecenia z amerykańskich magazynów, czy dwie nagrody Klubu Twórców Reklamy. Co do porażek wydaje mi się, że każde niepowodzenie przyniosło później coś dobrego, nowe możliwości, które nie pojawiły by się gdyby coś wcześniej nie wyszło. Dużą porażką wydawały mi się początki studiów na ASP: byłam pierwszą osobą pod kreską na listę studiów dziennych i wtedy wydawało mi się to tragedią. Później przekonałam się, że dzięki studiom wieczorowym, mogę od samego początku łączyć studiowanie z pierwszymi zleceniami.

Czy wróciłabyś na etat np. wpisywać cyfry do exela za podobne pieniądze, które masz teraz?

Czasami bardzo mnie kusi wizja etatu, z wszystkimi przywilejami jak np. określone godziny pracy, płatne urlopy albo zwolnienia lekarskie 🙂 Takie kwestie praktyczne często były dla mnie problemem w codzienności freelancera. Jednak im dłużej zajmuję się ilustracją tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że jest to zajęcie, które daje mi niesamowitą satysfakcję. Lubię też to, że mogę obserwować projekty jako finalne produkty, mam pełen wpływ na przebieg moich działań i ich efekty, co pomaga się zaangażować. Jednocześnie z czasem przyszła praktyka w organizacji projektów i zarządzaniem swoim czasem, dzięki czemu łatwiej zachować np. określone godziny pracy.

Czy miałaś kiedyś moment zawahania, że to jednak nie jest droga dla Ciebie?

Były takie momenty, w czasie studiów jak i później. Zawsze miałam duże ambicje i czasami samej było mi trudno im sprostać. Zdarzały mi się chwile wątpliwości, czy mam wystarczające zdolności, zarówno artystyczne jak i biznesowe, żeby utrzymywać się z ilustracji. Trudno było też przy nieuniknionym porównywaniu się z innymi ilustratorami.  Duży wpływ na rozwianie tych wątpliwości miała decyzja przeniesienia się z pracą do coworku. Złożyło się tak, że trafiłam do grupy fantastycznych osób zajmujących się projektowaniem, organizacją konferencji branżowych i ilustracją. To właśnie wśród ilustratorów powstała atmosfera wzajemnego wsparcia, a jednocześnie praca w towarzystwie innych osób pozwoliła przekonać się, że wątpliwości zdarzają się każdemu i czasem trzeba być dla siebie bardziej wyrozumiałym.

Masz naprawdę mega mega niepowtarzalny styl prac. Piękny! Co Cię inspiruje?

Dziękuję! Zawsze lubiłam starocie, lubiłam przeglądać stare wydania książek i gazet, dawne zdjęcia. Podobał mi się pożółkły papier, intensywny kolor farby drukarskiej, fantazyjne wyklejki, przetarcia i spłowienia stron. Teraz wykorzystuje skany takich wyszperanych faktur , myślę że również ogólna stylistyka retro przewija się w moich ilustracjach.

Czy czujesz się wolna a jeśli tak to co Ci tę wolność (poczucie wolności) zapewnia?

Przy pracy freelancera poczucie wolności miesza się z dużym poczuciem obowiązku. Z jednej strony godziny i dni pracy są dosyć elastyczne, praca zdalna pozwala też pracowanie w dowolnym miejscu. Jednak z drugiej strony przy jednoosobowej działalności i pracy pod własną marką czasami odpowiedzialność za projekt jest większa niż to poczucie wolności. Przy zbliżającym się deadlinie trudno mówić o elastycznych godzinach czy „urlopie na żądanie”. Ważne jest odpowiednie planowanie pracy, tak żeby jak naczęśćiej można było cieszyć się plusami freelancu.

Co jeszcze chciałabyś osiągnąć? Czy masz jakieś największe zawodowe marzenia, choćby najbardziej dzikie?

Cały czas czekam na maila 

ze zleceniem od The New York Times’a!

***

Wszystkie grafiki zamieszczone w poście są autorstwa Joanny.

Jeszcze więcej informacji o niej znajdziesz na jej stronie internetowej oraz Instagramie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Nasza strona używa plików cookies w celu umożliwienia jej prawidłowego działania oraz w celu prowadzenia anonimowych statystyk i innych działań analitycznych przedstawiających sposób korzystania ze strony internetowej przez użytkowników. Więcej informacji, w szczególności dotyczących przetwarzania danych osobowych, znajduje się w Polityce prywatności dostępnej tutaj.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close