To co robię teraz dla mojej firmy, robię z przyjemności, a nie dlatego, że muszę #inspiratornia

To co robię teraz dla mojej firmy, robię z przyjemności, a nie dlatego, że muszę #inspiratornia

Zapraszamy na wywiad z Sylwią Wiśniewską – szczęśliwą, świeżo upieczoną mamą i żoną oraz władczynią imperium kosmetycznego – Ladida (https://ladida.com.pl)

Rozwój biznesu Ladida – wywiad z Sylwią Wiśniewską

A.P.: Z Sylwią znamy się prywatnie. To nie jest osoba, którą poznałam na Instagramie. Znamy się już ładnych kilka lat. Sylwio, kiedyś siedziałam u Ciebie w malutkim salonie, w moim ukochanym już teraz miejscu zamieszkania. Dokładnie pamiętam, jak wyglądał Twój salon: był śliczny, ale był malutki.  Stąd moje pytanie: jak Twoja historia wyglądała od początku? Opowiedz w kilku słowach.

Sylwia: Nie wiem, czy da się w kilku słowach, bo historia ta jest dosyć długa. Tak naprawdę zaczęło się od tego, że otworzyłam swój pierwszy gabinet u siebie w mieszkaniu, w małym pokoju. Przez pierwszy rok zdobywałam bazę klientów, tak żeby później móc otworzyć coś większego (wtedy większe to było 30 mkw). I z tą bazą klientów bezpiecznie sobie przejść w drugie miejsce, żeby tam dalej się rozwijać. Tam w Wieliszewie faktycznie to było małe miejsce, 30 mkw, ale bardzo przytulne. Ja miło wspominam ten czas. Natomiast zawsze mnie coś ciągnęło do czegoś większego. Ja wiedziałam, że to nie jest koniec i będę chciała brnąć w tym kierunku. W Wieliszewie prowadziłam salon przez rok, później historia toczyła się dalej.

A.P.: Miałaś swój salon w Wieliszewie i wiem, że on bardzo dobrze prosperował.

Sylwia: Generalnie plan był taki, że zbędę prowadzić dwa salony. Po salonie w Wieliszewie, który bardzo dobrze prosperował, otworzyłam kolejny salon w Legionowie. I miałam taką nadzieję, że będę prowadzić salony w Legionowie i w Wieliszewie jednocześnie, natomiast parę rzeczy zawiodło i stwierdziłam, że lepszą decyzją będzie sprzedanie tego pierwszego miejsca, od którego zaczynałam. No i już zadomowiłam się w Legionowie na stałe. Tak że tamten salon sprzedałam.

A.P. Czy jak zakładałaś Ladidę w Wieliszewie, to od razu wiedziałaś, że to się będzie rozrastać? Czy na początku skupiłaś się na tym, że na razie masz ten jeden salon?

Sylwia: Ja chciałam zacząć. Chciałam gdzieś zacząć. W ogóle nie skupiałam się na tym, że dalej będę otwierała 5, czy 10 salonów w kolejnych latach, tylko po prostu chciałam ruszyć. I zaczęło się w Wieliszewie, natomiast tak szybko losy się potoczyły, że szło naprawdę fajnie, więc zdecydowałam o otwarciu kolejnego punktu.

A.P. Czy ty pamiętasz ten moment, w którym np. siedziałaś, piłaś sobie kawę i żyłaś sobie w standardzie jednego salonu. I nagle przyszedł taki pomysł: „Poprowadzę  dwa salony”. Pamiętasz taką chwilę?

Sylwia: Tak, pamiętam doskonale.

A.P.: I co to było za uczucie?

Sylwia: To znaczy, to nie była jedna chwila, to było parę chwil. To był pewien proces, który narastał we mnie i w końcu postanowiłam otworzyć drugi salon. Ja zawsze wiedziałam, że chcę więcej, że albo zostaję w tamtym miejscu i rozbudowuję je z 30 mkw do 100 mkw, albo idę dalej. Akurat wyszło w ten sposób, że poszłam dalej, z czego finalnie bardzo się cieszę.

A.P.: I teraz właśnie przebywamy w Twoim kolejnym, większym salonie. Jeden salon, więcej salonów? Planujesz więcej? Jak to wygląda?

Sylwia: Wygląda to w ten sposób, że to jest trzeci salon, który otworzyłam. Tamte w zasadzie są, ale nie są już moje. I tak, chcę się tu zatrzymać, to jest moje miejsce, które bardzo lubię. Tak że zdecydowanie chcę się tu zatrzymać. Natomiast, czy będą kolejne miejsca? Bardzo bym chciała. Ale to w trochę dalszej przyszłości. Tutaj na razie inwestuję całą swoją energię.

A.P. Powiedz nam, czym zajmujesz się w tym salonie, w porównaniu do tego, czym zajmowałaś się wcześniej?

Sylwia: Bardzo dużo się zmieniło, bo zaczynałam tak naprawdę od stylizacji paznokci. Robiłam paznokcie, tak jak mówiłam, u siebie w mieszkaniu, otworzyłam działalność. A teraz, w chwili obecnej ja osobiście wykonuję makijaż permanentny. Jednak w mojej firmie zatrudnionych jest  9 osób. Zaczynałam zupełnie sama, a teraz tak naprawdę codziennie na tę markę pracuję nie tylko ja, ale też moja ekipa, mój team.

A.P.: 9 pracowników plus Ty?

Sylwia: Nie, 9 razem ze mną.

A.P.: Czyli jesteś nadal mikro. Jeszcze jedna osoba więcej i to już będzie małe przedsiębiorstwo, a później średnie itd.

Sylwia: Tak, nadal jestem mikroprzedsiębiorcą.

A.P.: Następną rozmowę z Tobą, przeprowadzimy, jak już z pewnością będziesz dużym przedsiębiorcą. Ale to najpierw będziemy musiały przed takim wywiadem pójść na makijaż, żeby tutaj w pełni profesjonalnie wypaść.

Sylwia: Ja Was mogę zapisać na makijaż do mojego salonu.

A.P.: O! Dokładnie.

Sylwia: Jeszcze odpowiadając na poprzednie pytanie: ja zajmuję się makijażem permanentnym, natomiast moje dziewczyny zajmują się pełną kosmetyką, laseroterapią, wyszczuplaniem sylwetki. Zabiegi podstawowe oczywiście też zostały. Mam na myśli rzęsy, paznokcie, hennę – tego typu rzeczy.

Zakładanie biznesu kosmetycznego w Polsce – od czego zacząć? – wywiad z Sylwią, właścicielką salonu kosmetycznego Ladida

A.P.: Chciałybyśmy właśnie pokazać dziewczynom i kobietom, które nas oglądają i czytają , że nie trzeba od razu zaczynać z górnej półki. Zabiegami, które są, wiadomo, kosztowne. Na początku też sama nauka, kursy są drogie.

Sylwia: Dokładnie. Jak stylizowałam paznokcie w Wieliszewie, to mi się bardzo marzył już wtedy makijaż permanentny. Ja już przed sobą miałam taką wizję, że chciałabym go wykonywać. Natomiast telefon do jednej z najlepszych szkół w Polsce zbił mnie z tropu, ponieważ sam pierwszy wstępny kurs kosztował 15 tysięcy złotych, a tego należało kupić sprzęt za 30 tysięcy złotych. Nie trzeba zaczynać od razu od tych najwyższych zabiegów, tylko fajnie jest zrobić coś małymi krokami, zabezpieczyć się trochę tą bazą klientów,  żeby później móc sięgać po więcej, po prostu.

A.P. Powiedziałaś nam jeszcze przed transmisją, że miałaś od początku taki cel, żeby nie dokładać do tego interesu.

Sylwia: Dokładnie, cel był taki, żeby przy każdym otwarciu kolejnego salonu, przy każdym nawet moim szkoleniu, w które inwestowałam pieniądze, nie dokładać. Czyli jak po moich obliczeniach zwracało mi się na koszty kredytu, czy jakiegoś leasingu, czy właśnie koszty pracowników, w ogóle utrzymania miejsca, to ja byłam zadowolona. A to, co dalej dla mnie zostawało, to już był taki dodatkowy profit, z którego się jak najbardziej cieszyłam.

A.P.: W Wieliszewie bardzo lubiłam to, że czułam się tam taka zaopiekowana, dopieszczona. To było niewielkie miejsce, a ja czułam się tam domowo. Zazwyczaj nie przepadałam za takimi wyjściami do salonów kosmetycznych, a tam sobie szłam i to było tak, jakbym szła do koleżanek na kawę.

Sylwia: Tam, jak otwierałaś drzwi, to było jakbyś wchodziła do pokoju. Wszystko w drewnie, fotele, w sumie bardzo klimatycznie. Tak właśnie domowo, to był domowy klimat. Zresztą fajne osoby tam też pracowały.

A.P.: A Ty jesteś takim dobrym duchem osób, które u Ciebie pracują. Ostatnio, przy jakiejś zupełnie przypadkowej rozmowie, okazało się, że Monika, [która u Ciebie pracowała], teraz jest gwiazdą fryzjerstwa w Legionowie.

Sylwia: Tak, z Moniką współpracowałyśmy, ale Monika włożyła sporo swojej pracy, swojej cierpliwości w to, żeby też to miejsce powstało.

A.P.: Ktoś ją też musiał zainspirować, może to byłaś Ty?

Sylwia: A to tego mi nie mówiła.

A.P.: Zaprosimy Monikę i poprosimy, aby nam powiedziała, skąd miała wzór odwagi. Bo to jest tak naprawdę bardzo odważne, żeby otworzyć coś swojego w Polsce, nawet małego. To jednak od początku są koszty, sporo trzeba zainwestować.

Sylwia: Dla mnie generalnie jest ciężko, jeśli faktycznie ktoś zaczyna od zera i z 50 zł w portfelu. Mniej ciężko jest, gdy inna osoba już wcześniej zainwestowała w dane miejsce pracy i właściwie wchodzi się na gotowe. Chociaż też niekiedy nie wychodzi, prawda? Bo nie ma tej energii, tego zapału do prowadzenia biznesu. Moim zdaniem nie każdy się nadaje do prowadzenia biznesu. Na pewno też ważna jest siła woli, charakter, zdecydowanie. Natomiast w moim przypadku było tak, jak mówiłam: najpierw wyrobiłam sobie bazę klientów, wiedziałam, że się utrzymam, dopiero później robiłam kolejne kroki. I tak naprawdę z pięciometrowego pokoju przeszłam na 120 metrów tu. Dla mnie to jest ogromna różnica.

A.P.: Dodajmy, że w samym centrum Legionowa.

Sylwia: I moja droga tutaj była step by step, małymi krokami, ale bardzo dynamicznie i szybko. Bo tak w ogóle Ladida ma już prawie 10 lat. W czerwcu w przyszłym roku będzie miała 10 lat.

A.P.: Ale 10 lat od tego pierwszego małego pokoju?

Sylwia: Tak, 10 lat od pokoju. Ty byłaś u mnie w Wieliszewie 8 lat temu.

A.P.: Gdybyś teraz wzięła taką dziewczynę, jaką Ty byłaś 8 lat temu, która po cichu marzy, ale jeszcze nie do końca to czuje. Ale widziałabyś, że miałaby i potencjał, i pasję, i wiedzę, ale się boi. I miałabyś jej powiedzieć, takiej przyszłej szefowej jak Ty, takiej kobiecie-rakiecie: „Idź w to”. Co byś jej w ogóle powiedziała? Co byś jej doradziła?

Sylwia: Ja generalnie, po tej drodze, którą przeszłam, widzę po człowieku mniej więcej, czy by się nadawał czy nie. To się widzi. Natomiast powiedziałabym, że zawsze warto spróbować. Teraz są takie dofinansowania z Urzędu Pracy, że zawsze można się wspomóc. Jest niski ZUS. Tak naprawdę nic się nie traci, a wzbogacamy się o doświadczenia. Zawsze, jeśli spróbujemy, to będziemy wiedziały, czy się nadajemy do prowadzenia działalności, czy nie. Zatem: „Próbować, próbować”.

Własna działalność a etat – wywiad z Sylwią Wiśniewską w ramach #inspiratornia

A.P.: Do odważnych świat należy. A skąd Ty miałaś w ogóle odwagę, żeby otworzyć nawet te pierwsze 30 metrów, czy wcześniej w mieszkaniu budować tę bazę klientów? Skąd ten impuls? Większość ludzi idzie na etat. Skąd u Ciebie impuls do założenia działalności?

Sylwia: Studiując pracowałam w salonie kosmetycznym i bardzo mnie denerwowała praca dla kogoś.

A.P.: Opowiedz, co Cię denerwowało?

Sylwia: Po pierwsze czas pracy. To, że ja muszę koniecznie przyjść na 8 godzin. Nie wiem, czy to jest dobre, żebym ja o tym mówiła, bo sama mam obecnie pracowników.

A.P.: My mamy to samo, nie znosimy takich godzin do wysiedzenia. Nie ma co robić, ale swoje trzeba odsiedzieć.  My tego nie lubimy, ale są ludzie, którym to naprawdę nie przeszkadza. Każdy musi robić to, co go tam w sercu jara. Nam 8 godzin do wysiedzenia w pracy totalnie nie odpowiada, ale np. mojego męża, który jest naprawdę zdolnym i fajnym facetem, generalnie nie boli to, że pracuje 8 godzin. Jego to satysfakcjonuje, ma swoje kierownicze stanowisko. Z kolei niektórych ludzi przeraża prowadzenie własnego biznesu. To, że masz taką odpowiedzialność. Umówmy się, my nie pracujemy 8 godzin, ale czasem pracujemy w weekendy. I czy to nie jest tak, że pracujemy tak naprawdę 24/7? I jak coś się wali, to odpowiedzialni jesteśmy my.

Sylwia: Myślę, że właśnie 24/7. Na etacie masz przestrzeń czasową, którą spędzasz w pracy, a prowadząc swoją działalność, jesteś w pracy non stop. I czasem faktycznie jest to męczące. Natomiast wracając do mojej odpowiedzi, to faktycznie 8 h mnie denerwowało, denerwowało mnie to, że muszę np. przyjść w sobotę do pracy – bardzo tego nie lubiłam. Chociaż teraz też przychodzę, no i po prostu tak musi być.

A.P.: Teraz jest sobota, a jesteśmy u Ciebie w pracy.

Sylwia: No właśnie. Zależy jak się postrzega pracę. Czy tylko tę przy kliencie, czy inne aktywności też. Ten wywiad to jest działanie w związku z pracą. Czyli praca.

AP.: Ale przyjemna.

Sylwia: No tak, zdecydowanie. Ja miałam swoją stałą pracę i dodatkowo dorabiałam sobie, miałam właśnie klientki w domu. I tak na dobrą sprawę zobaczyłam, że ja zarabiam więcej w domu przez te parę godzin, niż siedząc w pracy na etacie. I tak naturalnie to przyszło. Postanowiłam, że się zwalniam. Miałam swoje klientki w domu i później systematycznie było ich coraz więcej. Tak że kwestie finansowe też mnie przekonały do tego.

A.P.: Czyli to nie był taki odważny krok: „Rzucam robotę i idę na swoje”, tylko jakby gładkie przejście. Widzę, że zawsze u Ciebie jest wszystko przemyślane.

Sylwia: Tak, u mnie zawsze było gładkie przejście. To zawsze jest przemyślane i u mnie zawsze musi być plan. Ja działam według planu i to jest mój priorytet. Jak nie mam planu, to u mnie jest chaos. Jak mam listę zadań do zrobienia: pierwsze, drugie, trzecie, czwarte, to działam. Nawet może się zdarzyć, że to czwarte zadanie wykonam na początku, to już się okaże. Natomiast muszę mieć wszystko spisane i po prostu według tego, step by step, idę sobie do przodu. I w ten sposób wygląda moja praca.

Stosunek kobiet wobec siebie nawzajem – wywiad z Sylwią Wiśniewską

A.P.: Czyli zaczynałaś we własnym mieszkaniu, pracując też na etacie, później była Ladida w Wieliszewie, teraz mamy Ladidę w centrum Legionowa. Masz teraz taką sytuację, że jesteś i pracodawcą, i pracownikiem, i współpracownikiem. Cały ten proces przeszłaś. I masz pewnie jakieś przemyślenia, jak wygląda obecnie stosunek kobiet wobec kobiet. Usługi kosmetyczne są ukierunkowane typowo na kobiety. Chcemy w ramach #inspiratornia ruszać kobiety do przodu, podnosić morale, ale pokazać też, co jest jeszcze do zrobienia. Jak oceniasz naszą sytuację – kobiet wobec siebie nawzajem? Jesteśmy spoko babki wobec siebie, czy mamy jeszcze dużo do nauczenia się w tej kwestii?

Sylwia: Zależy gdzie. Jeśli chodzi o moją pracę, to team z którym pracuję ma bardzo dobry stosunki wobec siebie. Wszystkie sobie pomagamy, jesteśmy dla siebie życzliwe. Dbam o to i bardzo mi się podoba to, że one też o to dbają. I chcą przychodzić do pracy, do dobrej atmosfery.

wywiad z Sylwią Wiśniewską
Photo by Lisa Fotios on Pexels.com
A.P.: Pytamy o to, bo też mamy za sobą pracę na różnych etatach. I wydawałoby się, że w miejscu, gdzie się spędza 8 godzin przez 5 dni w tygodniu, wszystkim powinno zależeć, żeby atmosfera była fajna, a nie jest to jednak regułą.

Sylwia: Nie jest to regułą, bo to obie strony muszą chcieć. Wcześniej było tak, że ja się bardzo starałam, chciałam wszystkie dziewczyny zgrać ze sobą, organizowałam spotkania służbowe, ubieranie choinki, prezenty świąteczne – drobiazgi, żeby był jakiś symboliczny gest. Natomiast wcześniej różnie to bywało. A teraz mam taki team, z którym naprawdę chciałabym pracować bardzo długo, najdłużej jak się da i to są dziewczyny, które i szanują moje wyjście z inicjatywą i ja szanuję ich. Jest bardzo dobra atmosfera, a one to odbierają.

A.P.: Czyli u Ciebie jest dobra atmosfera i Ty o to dbasz. Natomiast na zewnątrz, tutaj w Legionowie, gdzie każdy każdego zna, czy to jest tak, że wszyscy Ci zawsze kibicowali, abyś odniosła sukces?

Sylwia: Na pewno nie. Ja mam ogólnie bardzo dobre nastawienie do ludzi i ludzie zazwyczaj mi je odwzajemniają. Jak ja się uśmiecham, to ludzie też się do mnie uśmiechają. Jeśli nie ma tego wspólnego flow z innym człowiekiem, to ja nie pcham się na siłę i się wycofuję.  W związku z tym wokół siebie mam osoby, które są mi przychylne. Bardzo dużo osób, jak zaczęłam teraz nagrywać na Instagramie, pisze do mnie, że gratuluje, że trzyma za mnie kciuki, że prężnie działam. Bardzo mnie to motywuje. Natomiast są też negatywne rzeczy. Słuchajcie, jeśli ja bym dostała konstruktywną krytykę w moim kierunku, to ja ją bardzo chętnie przyjmę, przemyślę, zastanowię się, czy faktycznie tak jest. I fajnie, bo ja bardzo lubię słuchać ludzi i jak mają coś mądrego do powiedzenia, to chętnie wysłucham. Natomiast jak ktoś mi pisze pod zdjęciem na Instagramie hejterskie komentarze, to inna sprawa. Na przykład wstawiłam zdjęcie brwi i pod spodem napisałam, że to moja pierwsza praca metodą włosem, czyli wiadomo, że ona nie będzie na podium, tak? A ktoś mi pisze, że to jest obrzydliwe. To dla mnie to nie jest konstruktywna krytyka.

Radzenie sobie z internetowym hejtem – wywiad z Sylwią z Ladida

A.P.: Czyli znasz internetowy hejt?

Sylwia: Znam internetowy hejt i jest taki moment, że mnie to wkurzy, ale potem myślę, że nie wnosi to nic do mojego życia. Po drugiej stronie siedzi osoba, której nie znam. Może jest zazdrosna, nie wiem o co jej chodzi. Może ma niskie mniemanie o sobie, już tam nie będę wnikać. Nie przyjmuje takich rzeczy do siebie.

A.P.: Chyba ważne jest, aby nie karmić internetowych trolli.

Sylwia: Dokładnie. Ja od razu takie komentarze kasuję. Po co ja mam na to patrzeć później?

A.P. Są osoby, które używają takiej formy, która zawsze mnie bawi: „Nie obraź się, ale…”. Choć jak ktoś tak zaczyna, to mogę przyjąć, że intencja była jeszcze w miarę dobra, ale jak ktoś pisze prosto z mostu, to wiadomo, że to czysty hejt. Nas jeszcze nie spotkał taki typowy hejt. A u Ciebie zdarzają się na razie tylko komentarze pod zdjęciami? Jeszcze nikt nie napisał personalnie zjadliwej wiadomości prywatnej?

Sylwia: Nie kojarzę takiej sytuacji albo na tyle ją wyparłam, że nie pamiętam.

A.P. Plus jest taki, że te hejterskie komentarze podbijają wyświetlanie Twojego posta, bo algorytm Instagrama nie odróżnia komentarzy pozytywnych od negatywnych. Komentarz to komentarz.

Sylwia: A podam Wam pewną różnicę. Ktoś napisze: „To jest obrzydliwe”, a ktoś inny napisze: „Pani Sylwio, widać, że bardzo się pani postarała, natomiast nie podoba mi się ta praca”. Ok, nie musi się wszystkim podobać. To już dla mnie jest komentarz taki, który ja zostawiam. I to jest opinia innej osoby, którą ja szanuję.

A.P.: Są osoby, które na przykład lubią brak makijażu, ale po co miałyby oglądać treści, które im się nie podobają? I zostawiać nieprzychylne komentarze. Szkoda czasu.

Sylwia: No właśnie, jak nie lubisz, to nie oglądasz takich kont. Po co sobie czas marnować?

Własna działalność a kwestie prawne – wywiad z Sylwią Wiśniewską

A.P.: Ilość osób, które tak marnują czas, jest zatrważająca. Ale to dobrze, że sobie z tym radzisz, nie przejmujesz się tym hejtem. A teraz może przejdźmy do bardziej formalno-prawniczych zagadnień. Czy Ty prowadzisz jednoosobową działalność gospodarczą? Czy może założyłaś spółkę? Jaką formę prawną wybrałaś?

Sylwia: Od początku jest to u mnie jednoosobowa działalność gospodarcza.

A.P.: I po prostu podpisujesz umowy z pracownikami, współpracownikami?

Sylwia: Dokładnie. Z lekarzami umowy zlecenia. A poza tym umowy z pracownikami.

A.P.: Konsultujesz z kimś te umowy, czy masz może rewelacyjną księgową, która z Ciebie zdejmuje w ogóle myślenie o tym?

Sylwia: Księgowa tworzy dla mnie umowy z pracownikami. Natomiast umowy o współpracę z lekarzami tworzę sama, ale na wzór umowy od prawnika. Tylko podmieniam sobie dane.

A.P.: Tutaj chciałybyśmy, żeby to wybrzmiało: to nie jest wzór z Internetu, tylko wzór od prawnika?

Sylwia: Tak, to jest wzór od prawnika, za który zapłaciłam i teraz go wykorzystuję przy kolejnych umowach.

Od kogo warto uczyć się biznesu?

A.P.: To jest bardzo dobra opcja – wzór sporządzony przez prawnika, zwłaszcza że dotyczy ważnych umów, związanych ze zdrowiem. A jednocześnie nie musisz przy każdej umowie płacić za kolejny dokument, tylko możesz sama uzupełniać. Powiedz nam, prowadzisz biznes, gdzie tego biznesu się uczyłaś? Lubisz planować i wydaje nam się, że jakaś książka na ten temat była tu czytana.

Sylwia: A nie. Bardzo lubię czytać książki psychologiczne i biznesowe, natomiast zazwyczaj kończy się to tak, że przeczytam pierwsze 100 stron, a reszta idzie w kąt. Ostatnio się złapałam na tym, że bardzo chciałam przeczytać w całości książkę o klientach biznesowych, ale i tak ją porzuciłam. A to dlatego, że nic nowego w ciągu pierwszych 100 stron nie wniosła w moje życie.

A.P.: Czyli biznesu nauczyłaś się przez doświadczenie?

Sylwia: Tak, przez doświadczenie oraz bardzo lubię obserwować i słuchać. I gdy byłam na różnych szkoleniach, i ktoś z prowadzących mnie zainspirował, to lubiłam tej osoby słuchać, obserwować, patrzeć, jak ona prowadzi biznes. Jak ona rozwiązała pewne swoje sytuacje, problemy. I nie była jedna osoba. Nie jest tak, że podam jedno imię i nazwisko, i to jest ta osoba, którą się inspirowałam prowadząc biznes. To jest wiele osób, tak naprawdę. Tu słuchałam, tam popatrzyłam, tu przeżyłam.

A.P.: Czyli jesteś uważnym obserwatorem i wyciągasz z tego wnioski.

Sylwia: Dokładnie. A zawsze mnie takie rzeczy zastanawiały. I to nie jest tak, że ja się musiałam zatrzymywać i koniecznie słuchać, bo to jest ciekawe. Tylko to się robiło samo. Taka po prostu jestem.

Sukcesy i porażki w biznesie – rozmawiamy z Sylwią z Ladida

A.P.: Jaki jest Twój największy sukces i największa porażka do tej pory?

Sylwia: To jest ciężkie pytanie. Sukces. Sukcesem mogę określić to, co teraz się dzieje, czyli to, że zatrudniam 9 osób i że jestem w miejscu, w którym jestem – w ładnym salonie, na dużej przestrzeni. To jest moim sukcesem na pewno. Sukcesem też mogę określić zdobycie mistrzostwa, parę lat temu, co prawda, ale było to mistrzostwo w stylizacji rzęs. 5 lat temu. A porażką mogę nazwać sytuację sprzed dwóch lat. Były to mistrzostwa w makijażu permanentnym i ja jechałam tam z nastawieniem, że jadę po wygraną. I teraz widzę, że to nastawienie było złe. Myślałam, że nie ma opcji i musi się udać. I się nie udało. I to była moja porażka, przeżywałam to przez kilka tygodni. Natomiast teraz wiem, że mnie to bardzo zbudowało i mam ochotę na więcej. Mam ochotę jechać na kolejne mistrzostwa, ale już nie z takim nastawieniem, że jadę wygrać, tylko jadę po nowe doświadczenia. Teraz motywacją jest dla mnie to, co wcześniej było dla mnie porażką.

A.P.: Kiedy są następne mistrzostwa?

Sylwia: Przez pandemię niestety zostały odwołane. Poza tym na razie muszę się z moim maluszkiem uporać trochę, bo nie mogę jej zostawić na tak długo.

A.P.: Jak długo to trwa?

Sylwia: Jedna pigmentacja trwa 3 godziny. Sama wiesz, że bez karmienia przez trzy godziny nie dam rady. Myślę zatem, że może w przyszłym roku uda się wziąć udział w tych mistrzostwach.

Łączenie pracy i macierzyństwa – wywiad z Sylwią Wiśniewską

A.P. Jak łączysz teraz pracę z macierzyństwem? Jesteś świeżo upieczoną mamą i same wiemy, że prowadzenie biznesu trwa 24h/7, wiecznie z głową w biznesie. Jak udaje Ci się to połączyć?

Sylwia: Lekko nie jest, ale znalazłam dla siebie alternatywę. Jeśli nie mogę teraz być face to face z klientem, świadczyć usługi, to mogę zająć się innymi rzeczami. Teraz zajęłam się mediami społecznościowymi, prowadzę Facebooka, prowadzę Instagrama. Robię swoje autorskie posty, które, mam nadzieję, może kogoś zainspirują. I w tym się realizuję. Robię relacje – wpadam do salonu, nagrywam dziewczyny. A to, uwierzcie mi, też zajmuje całkiem sporo czasu.

A.P.: Czyli rozumiem, że masz już taki fajny zespół, że to nie jest tak, że siedzisz po nocach i myślisz: „O nie, nie ma mnie tam, nikt ich nie pilnuje, tam zaraz się coś stanie”? Masz taki komfort, że ten team to już jest sprawnie naoliwiona maszyna i nie musisz tam już nad nimi stać.

Sylwia: Ja właściwie jestem tu dość często, np. wpadam, żeby się przywitać, jak idę z wózkiem na spacer. Natomiast to jest taki team, że ja wiem, że jak bym je zupełnie zostawiła, to one sobie poradzą. Zresztą jest też mój mąż, który teraz w okresie, kiedy mamy małe dziecko, pomaga w firmie. Bardzo często dogląda.

A.P.: Elastycznie podeszłaś do tematu pandemii, nie poddałaś się. Nie pomyślałaś, że teraz zajmiesz tylko się dzieckiem i sobie wszystko łączysz. I da się!

Sylwia: Da się! Kładę małą spać, a potem nagrywam relację albo piszę nowy post. Fakt, bywają takie momenty, jak np. mała wstawała ostatnio 3 razy w nocy, po pół godziny, i ja wstaję rano jak zombie i nie mam na nic siły. Dlatego też się nauczyłam odpuszczać. Kiedyś tego nie umiałam. Ale jak się naprawdę źle czuję, to mówię sobie: „Nie, to jest dziś dzień dla mnie, ja jestem na macierzyńskim”. Kiedyś było z tym gorzej u mnie. Nawet jak źle się czułam, to miałam poczucie, że muszę coś tam zrobić, ale teraz już dorosłam do tego, że trzeba dbać o siebie.

A.P.: No właśnie, odnośnie macierzyńskiego. Na działalności to nie jest jakieś spełnienie marzeń. Często kobiety wracają na etat, żeby móc spokojnie zajść w ciąże i skorzystać z urlopu macierzyńskiego. Bo na działalności urlop macierzyński to nie jest macierzyński. Czy Ty za jakieś pieniądze, wizję tego, że będziesz miała stałą pensję, wróciłabyś na etat?

Sylwia: Akurat w tym momencie mam taką fajną sytuację, że ten salon funkcjonuje nawet beze mnie. To jest bardzo duży plus. Jeśli chciałabym wrócić na etat, to musiałoby być to wysokie stanowisko, czyli kierownik albo menadżer obiektu, np. spa. To jest myśl, natomiast nie na tę chwilę. Teraz mam małe dziecko. Ale jest to jedyna alternatywa, która by mnie skłoniła, aby wrócić na etat. A i tak tylko i wyłącznie po to, żeby zdobyć nowe doświadczenie. Nie z lenistwa. Bo na stanowiskach menadżera, czy kierownika nie ma lenistwa, tylko też jest bardzo dużo pracy. Na pewno na etacie jest też bardzo duże bezpieczeństwo finansowe, bo jak zachoruję, to nadal mam pensję. Jak urodzę dziecko, to idę na macierzyński i odpoczywam („odpoczywam”), idę poświęcać ten czas dziecku. A u siebie na działalności trzeba wziąć pod uwagę to, że to jest moja działalność, ja muszę tu być, bo ja jestem twarzą tej marki. To jest moje, dzięki mnie to się toczy dalej. To się otworzyło dzięki mnie, tak że muszę tu być.

wywiad z Sylwią Wiśniewską
Photo by Marcelo Moreira on Pexels.com
A.P.: Zamknięcie biznesu na cztery spusty na okres macierzyńskiego nie wchodzi w grę.

Sylwia: Gwarantuję splajtowanie.

A.P.: Ladida jest bardzo znaną placówką tutaj – w okolicach Legionowa. Nawet mój mąż, który nie interesuje się usługami kosmetycznymi, wie, gdzie to jest i co to jest. I większość ludzi tutaj wie. I to jest niesamowite. To jest marka. My teraz budujemy markę i wiemy, jaka to jest ciężka harówa. W krótkim czasie (bo co to jest 8 lat?) otworzyłaś salon w Legionowie, które jest ogromnym miastem, jesteś bardzo znana i to jest coś niesamowitego.

Sylwia: Słuchajcie, jeszcze rok temu, było tutaj w Legionowie 70 salonów fryzjerskich. W tym roku może być nawet więcej.

A.P.: Legionowo jest najgęściej zaludnionym miastem w Polsce. Poza tym dużo osób z Warszawy dojeżdża tutaj na usługi kosmetyczne.

Sylwia: Tak, między innymi na laseroterapię. Tutaj jest jednak trochę taniej niż w Warszawie. Mamy tutaj konkurencyjne ceny, a nie są to usługi, które się wykonuje co chwilę, tylko np. raz w miesiącu. Warto zatem przyjechać z Bielan, czy z Tarchomina.

Poczucie wolności – rozmawiamy z Sylwią z Ladida

A.P.: Jesteś na macierzyńskim. Masz co robić. Czy Ty czujesz się wolna? Czy masz poczucie wolności? Jeśli tak, to co Ci tę wolność daje?

Sylwia: Mam poczucie wolności, ze względu na to, że wiem, że to co robię teraz dla mojej firmy, to robię tak naprawdę z przyjemności, a nie dlatego, że muszę. Bo wcześniej robiłam dlatego, że muszę. Ja wiedziałam, że muszę coś zrobić, a teraz mam tak, że ja wcale nie muszę, ja chcę to robić i to mi daje ogromną wolność. Wolność na pewno daje mi też bezpieczeństwo finansowe, to że mój salon przynosi zyski, takie, które mnie zadowalają. Wolność daje mi ta pewność, że salon będzie funkcjonował beze mnie. Co kiedyś nie było możliwe. Bo ja byłam główną osobą, która zarabia w tym miejscu, a miałam dwóch pracowników: na recepcji i osobę od rzęs – to było na koszty. A w momencie, w którym urodziłabym dziecko, mogłoby się to różnie skończyć. Teraz jest tak, że ja wiem, że mogę być spokojna o to miejsce.

A.P.: Czyli tę wolność sobie po prostu wypracowałaś. Myślę, że całe przesłanie naszej rozmowy jest takie, że to wszystko jest idealnie zaplanowane. Fajnie, że jesteśmy spontaniczni, ale biznes trzeba zaplanować, tak żeby to miało ręce i nogi. Jak się coś uda spontanicznie, to można powiedzieć, że się miało szczęście. Ale jak tak się uda, jak w twoim przypadku, to jest to 99% ciężkiej pracy, zaplanowanej i może 1% szczęścia. I to jest przepis na sukces. Biznes nie może się opierać na tym, że może będzie się miało szczęście.

Sylwia: To się nie uda, to trzeba zaplanować. Trzeba się kierować intuicją i wiedzieć, w którą stronę się idzie.

O marzeniach – wywiad z Sylwią Wiśniewską

A.P.: Jakie jest Twoje najbardziej dzikie marzenie? Pojedź po bandzie.

Sylwia: Zostawić wszystko i pojechać na Hawaje na deskę.

A.P.: Ale firmę zostawić, żeby sama działała?

Sylwia: Tak, a ja tylko zdalnie, przed komputerem i przez telefon czasem coś ogarnę.

A.P.: Czyli chciałabyś być cyfrowym nomadą?

Sylwia: Tak, te Hawaje to moje marzenie. Takie mniej dzikie marzenie, to chociaż pojechać tam na wakacje.

A.P.: Dziękujemy – to była super inspirująca rozmowa.

Sylwia: Ja również dziękuję.


Mamy nadzieję, że nasz wywiad z Sylwią Wiśniewską, twórczynią marki Ladida, był dla Ciebie inspirujący.

Przeczytaj również inne wywiady z cyklu #inspiratornia:

#inspiratornia to cykl wywiadów z inspirującymi osobami. W biznesie, zwłaszcza na początku drogi, może być Ci ciężko. W #inspiratornia zobaczysz, że to normalne, ale nie warto się poddawać. Pokazujemy historie innych osób, takich jak Ty. Każda z tych historii jest inna i wyjątkowa, kryje się za nią inny pomysł na siebie i inny staż w biznesie. Przeczytasz, jak inni radzili i radzą sobie z wyzwaniami, jakie stawiał przed nimi świat własnego biznesu. Skąd wzięli pomysł na swoją działalność, co ich motywuje i inspiruje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Nasza strona używa plików cookies w celu umożliwienia jej prawidłowego działania oraz w celu prowadzenia anonimowych statystyk i innych działań analitycznych przedstawiających sposób korzystania ze strony internetowej przez użytkowników. Więcej informacji, w szczególności dotyczących przetwarzania danych osobowych, znajduje się w Polityce prywatności dostępnej tutaj.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close